Przemieszczanie moich rybek oficjalnie dobiegło końca :3
Podziwiajcie brzuch Zdzisława. Nie, nie martwcie się, on nie jest martwy. Sama nie widzę sensu w siedzeniu do góry nogami, przyczepionym do filtra.
Co do innych wydarzeń, to w niedzielę miałam Hubertusa. Wróciłam co prawda, bez lisiego ogona, ale za to z brzuchem wypchanym pysznymi ciastkami i jednym flo (taka rozeta, którą zdobywa się w zawodach konnych). Chętnie powtórzę to za rok, bo galop w jesiennym lesie to było na prawdę coś.
Pościk krótki, ale postaram się to kiedyś wynagrodzić :)
Kiedyś... tak, kiedyś jest określeniem względnym.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz